sobota, 7 kwietnia 2012

Komercja

Jak co roku zbliża się Wielkanoc. Nie czas odpoczynku, refleksji, spokoju i miłości...O NIE!
Komercja, pośpiech. Słowa zastępują prezenty, zamiast spokoju mamy pogoń po sklepach, bo przecież zapomniało się tego, tamtego i jeszcze owego.
Z koszyczkiem idą dzieci, bo rodzice czasu nie mają.Czemu? Przecież mama musi iść do fryzjera, manikurzystki i czegoś tam jeszcze. Tata musi jechać na myjnię, umyć samochód. Co z tego, że pada? Przecież umyty być musi!
Co z tego, że dziecko potrzebuje zainteresowania ze strony rodziców i liczy, że w święta je dostanie. Oj, myli się, myli. Czemu? No bo w święta trzeba iść do znajomych bądź zaprosić ich do siebie.
Zaszpanować,a co to się nie dostało,a co to się nie kupiło, nie upiekło...

Wesołych Świąt i miłego lepienia wielkanocnego zająca ze śniegu ;)

środa, 4 kwietnia 2012

I'm baack ;)


 Kolejny wieczór przepłakany w samotności, w pustym i ciemny pokoju. Już nawet nie pamiętam, który to raz w tym tygodniu. Matka znowu znalazła sobie problem, byle się tylko do mnie przyczepić. Jej się to chyba już nigdy nie znudzi. Czemu ojca nie ma wtedy, kiedy najbardziej go potrzeba? On by mnie obronił, on jeden jest normalny. A tak…a tak to czuję się jak w jakimś wariatkowie… gdzie nie spojrzysz, lekarz w kitlu stoi i bacznie cię obserwuje. Spróbuj tylko zacząć układać sobie życie,a od razu któryś się wpieprzy ze swoimi mądrościami. Jak nie matka, to babka, która próbuje ogarnąć XXI wiek, a tymczasem pozostała w pierwszej połowie XX… Jest jeszcze dziadek, ale on też ciągle ucieka z tego domu, pod byle pretekstem. W sumie nie dziwię mu się, też nie lubię tu przebywać. Nie lubię… nie, to za mało powiedziane, ja nienawidzę tego domu. Za każdym razem przeraża mnie myśl, że mam tu wrócić. A tak być przecież nie powinno. Każdy na myśl o własnym domu cieszy się, raduje… ja nie. Dla mnie to jak zstąpienie do piekieł, gdzie dzień w dzień muszę mieszkać z szatanem… Pytanie jest tylko jedno, jak długo jeszcze tu wytrzymam? Ile to już razy miałam ochot skończyć swoją marną egzystencję? Oj…nie zliczę tego… Ale prawda jest taka, że za każdym razem jak już sobie zaczynam wszystko układać, to mojej mamusi musi coś strzelić do główki i musi mi wszystko spieprzyć…ona byłaby chora, gdyby tego nie zrobiła… Dlatego też nie lubię, wręcz nie chcę, żeby ktokolwiek do mnie przychodził. Przecież ona jest nieobliczalna i nigdy nie wiadomo co jej strzeli do tego jej pustego i głupiego łba!

Ja to chyba powinnam zacząć brać coś na uspokojenie, ale z drugiej strony to co pomoże? Co to zmieni? Nie zmieni najważniejszego, faktu, że wolałabym nie żyć, niż tu mieszkać… Ironia losu…

Tak, zgadza się, wróciłam ;) I to nie sama, tylko z masą pomysłów, które mam tu zamiar publikować. Powyższy tekst jest wytworem mojej wyobraźni,ale,ale...na tym nie koniec. Jest to też fragment mojego dłuższego opowiadania,które, być może, przerodzi się w coś dłuższego, ale to się dopiero okaże. ;P
Ale na chwilę obecną tyle musi wystarczyć. O ile to ktoś w ogóle czyta, ma się rozumieć. ;)