Jak co roku zbliża się Wielkanoc. Nie czas odpoczynku, refleksji, spokoju i miłości...O NIE!
Komercja, pośpiech. Słowa zastępują prezenty, zamiast spokoju mamy pogoń po sklepach, bo przecież zapomniało się tego, tamtego i jeszcze owego.
Z koszyczkiem idą dzieci, bo rodzice czasu nie mają.Czemu? Przecież mama musi iść do fryzjera, manikurzystki i czegoś tam jeszcze. Tata musi jechać na myjnię, umyć samochód. Co z tego, że pada? Przecież umyty być musi!
Co z tego, że dziecko potrzebuje zainteresowania ze strony rodziców i liczy, że w święta je dostanie. Oj, myli się, myli. Czemu? No bo w święta trzeba iść do znajomych bądź zaprosić ich do siebie.
Zaszpanować,a co to się nie dostało,a co to się nie kupiło, nie upiekło...
Wesołych Świąt i miłego lepienia wielkanocnego zająca ze śniegu ;)
I'll think about it tomorrow
sobota, 7 kwietnia 2012
środa, 4 kwietnia 2012
I'm baack ;)
Kolejny wieczór przepłakany w samotności, w pustym i ciemny pokoju. Już nawet nie pamiętam, który to raz w tym tygodniu. Matka znowu znalazła sobie problem, byle się tylko do mnie przyczepić. Jej się to chyba już nigdy nie znudzi. Czemu ojca nie ma wtedy, kiedy najbardziej go potrzeba? On by mnie obronił, on jeden jest normalny. A tak…a tak to czuję się jak w jakimś wariatkowie… gdzie nie spojrzysz, lekarz w kitlu stoi i bacznie cię obserwuje. Spróbuj tylko zacząć układać sobie życie,a od razu któryś się wpieprzy ze swoimi mądrościami. Jak nie matka, to babka, która próbuje ogarnąć XXI wiek, a tymczasem pozostała w pierwszej połowie XX… Jest jeszcze dziadek, ale on też ciągle ucieka z tego domu, pod byle pretekstem. W sumie nie dziwię mu się, też nie lubię tu przebywać. Nie lubię… nie, to za mało powiedziane, ja nienawidzę tego domu. Za każdym razem przeraża mnie myśl, że mam tu wrócić. A tak być przecież nie powinno. Każdy na myśl o własnym domu cieszy się, raduje… ja nie. Dla mnie to jak zstąpienie do piekieł, gdzie dzień w dzień muszę mieszkać z szatanem… Pytanie jest tylko jedno, jak długo jeszcze tu wytrzymam? Ile to już razy miałam ochot skończyć swoją marną egzystencję? Oj…nie zliczę tego… Ale prawda jest taka, że za każdym razem jak już sobie zaczynam wszystko układać, to mojej mamusi musi coś strzelić do główki i musi mi wszystko spieprzyć…ona byłaby chora, gdyby tego nie zrobiła… Dlatego też nie lubię, wręcz nie chcę, żeby ktokolwiek do mnie przychodził. Przecież ona jest nieobliczalna i nigdy nie wiadomo co jej strzeli do tego jej pustego i głupiego łba!
Ja to chyba powinnam zacząć brać coś na uspokojenie, ale z drugiej strony to co pomoże? Co to zmieni? Nie zmieni najważniejszego, faktu, że wolałabym nie żyć, niż tu mieszkać… Ironia losu…
Tak, zgadza się, wróciłam ;) I to nie sama, tylko z masą pomysłów, które mam tu zamiar publikować. Powyższy tekst jest wytworem mojej wyobraźni,ale,ale...na tym nie koniec. Jest to też fragment mojego dłuższego opowiadania,które, być może, przerodzi się w coś dłuższego, ale to się dopiero okaże. ;P
Ale na chwilę obecną tyle musi wystarczyć. O ile to ktoś w ogóle czyta, ma się rozumieć. ;)
poniedziałek, 16 maja 2011
Nie wiem....
Od godziny siedzę nad klawiaturą i słowa w ogóle nie chcą układać się w jakiekolwiek sensowne zdania... No i co z tego,że potrafię usiąść i od ręki napisać opowiadanie, felieton, praktycznie wszystko co tylko chcę, kiedy nie jestem w stanie napisać kilkuzdaniowej notki na bloga...I gdzie tu sens i logika? No właśnie...ewidentnie ich tutaj brakuje...Czegoś jeszcze brakuje? Sama nie wiem... Takie to wszystko dziwne i śmieszne zarazem. Bo cóż trudnego jest w napisaniu notki na bloga? Teoretycznie nic,a praktycznie...ojjjj...sporo...
Patrzysz w przeszłość i myślisz,
że nic nowego już nie wymyślisz.
Wszystko straciłaś?
Niekoniecznie.
Może być jeszcze śmiesznie.
Spójrz w dzisiejsze czasy,
Na te wszystkie lasy
I pomyśl szybko o śmiechu
I o tym zabawnym uśmiechu.
W pustej przestrzeni swą przyszłość zobacz
I na nikogo się nie bacz!
Na koniec pomyśl skromnie
O sobie i...o mnie.
środa, 11 maja 2011
O wszystkim i o niczym...
Czy najłatwiej jest oszukiwać samych siebie czy może jednak innych?...
Skłamałabym,że nie ma już takich chwil, gdy wspomnienia wracają, gdy zastanawiam się czemu moje życie potoczyło się tak,a nie inaczej...
Gdybym nie podjęła decyzji o powrocie, to przecież teraz moje życie wyglądałoby całkiem inaczej. I to pod każdym jednym względem. Czy żałuję, że wróciłam?
Oj są momenty,że tak...i to nawet bardzo...ale wtedy myślę o tych wszystkim co mam tutaj i czuję się rozdarta...
Są momenty,że mam ochotę spakować się i...i uciec...Tak, w chwili obecnej byłabym to tylko i wyłącznie ucieczka...Ucieczka od problemów, od gorzkich słów,od bezsilności...
Co by mi to przyniosło?
Na to pytanie nie znam odpowiedzi...choć chciałabym i to nawet bardzo,ale z drugiej strony, co dobrego by mi to przyniosło?
Nie wiem...Tak samo jak nie wiem jaki miał być zamysł twórczy tej notki...Chyba jednak nie było koncepcji...Po prostu tak wiele myśli mi chodzi po głowie, o tylu sprawach chciałabym napisać, chciałabym je wyrzucić z siebie,ale nie wiem co jest ważne,a co ważniejsze...Za dużo tego..stanowczo za dużo...
Ale może krok po kroku...
Dzień po dniu...
Ale chwilowo to by było na tyle...
Skłamałabym,że nie ma już takich chwil, gdy wspomnienia wracają, gdy zastanawiam się czemu moje życie potoczyło się tak,a nie inaczej...
Gdybym nie podjęła decyzji o powrocie, to przecież teraz moje życie wyglądałoby całkiem inaczej. I to pod każdym jednym względem. Czy żałuję, że wróciłam?
Oj są momenty,że tak...i to nawet bardzo...ale wtedy myślę o tych wszystkim co mam tutaj i czuję się rozdarta...
Są momenty,że mam ochotę spakować się i...i uciec...Tak, w chwili obecnej byłabym to tylko i wyłącznie ucieczka...Ucieczka od problemów, od gorzkich słów,od bezsilności...
Co by mi to przyniosło?
Na to pytanie nie znam odpowiedzi...choć chciałabym i to nawet bardzo,ale z drugiej strony, co dobrego by mi to przyniosło?
Nie wiem...Tak samo jak nie wiem jaki miał być zamysł twórczy tej notki...Chyba jednak nie było koncepcji...Po prostu tak wiele myśli mi chodzi po głowie, o tylu sprawach chciałabym napisać, chciałabym je wyrzucić z siebie,ale nie wiem co jest ważne,a co ważniejsze...Za dużo tego..stanowczo za dużo...
Ale może krok po kroku...
Dzień po dniu...
Ale chwilowo to by było na tyle...
poniedziałek, 9 maja 2011
Without a particular reason...
-U still miss him?
-No.
-U still cry?
-No.
-U still belive?
-No.
-U still need him?
-No.
-Then why the hell u keep sittin' here?!
-Don't know...
So if the green colour signifies mind ,that would mean that the red colour signifies heart ?... Does this make any sense at all, well I hope it does. Even though if it's just a little bit...
-No.
-U still cry?
-No.
-U still belive?
-No.
-U still need him?
-No.
-Then why the hell u keep sittin' here?!
-Don't know...
So if the green colour signifies mind ,that would mean that the red colour signifies heart ?... Does this make any sense at all, well I hope it does. Even though if it's just a little bit...
niedziela, 8 maja 2011
Dziękuję
Wtedy gdy najbardziej boli, gdy potrzebujemy kogoś bliskiego, okazuje się kto tak naprawdę jest naszym przyjacielem, a kto przyjacielem, gdy czegoś od nas potrzebuje...
Siedząc dzisiaj w izbie przyjęć dokładnie dowiedziałam się na kogo mogę liczyć w każdej jednej sytuacji... Kto będzie mnie wspierał i wmawiał mi, że przecież tak naprawdę nie boli ;P
W takich chwilach jestem wdzięczna losowi, że ich mam i choćby się waliło i paliło, to i tak przyjadą by być ze mną, by wspierać mnie, nawet jeżeli oznacza to przyjazd z jednego końca miasta na drugi koniec.
I za to Wam dziękuję. Nie zmieniajcie się nigdy.
Siedząc dzisiaj w izbie przyjęć dokładnie dowiedziałam się na kogo mogę liczyć w każdej jednej sytuacji... Kto będzie mnie wspierał i wmawiał mi, że przecież tak naprawdę nie boli ;P
W takich chwilach jestem wdzięczna losowi, że ich mam i choćby się waliło i paliło, to i tak przyjadą by być ze mną, by wspierać mnie, nawet jeżeli oznacza to przyjazd z jednego końca miasta na drugi koniec.
I za to Wam dziękuję. Nie zmieniajcie się nigdy.
piątek, 6 maja 2011
Wystarczy chwila i wszystko wraca...
Zastanawialiście się kiedyś jak jeden, malusieńki szczególik może obrócić Wasze życie do góry nogami?
Kiedy osoba o której już się dawno zapomniało nagle się odzywa?... Wszystko się tak nagle zmienia...Krótki mail, zaledwie parę słów...A jednak...podziałało...
I tak naprawdę nie wiem co dalej z tym... Przeszłość-rozdział zamknięty... ale...no właśnie kusi, kusi... Mam taką wielką ochotę GO zobaczyć,ale pojawia się to małe ,,ale''...
I w takim momencie przypominają mi się moje słowa: ,,Już się nie zakocham. Nie dam sobie zrobić tej krzywdy, znowu''... Kółeczko się zamknęło...
A wątpliwości pozostały...
Kiedy osoba o której już się dawno zapomniało nagle się odzywa?... Wszystko się tak nagle zmienia...Krótki mail, zaledwie parę słów...A jednak...podziałało...
I tak naprawdę nie wiem co dalej z tym... Przeszłość-rozdział zamknięty... ale...no właśnie kusi, kusi... Mam taką wielką ochotę GO zobaczyć,ale pojawia się to małe ,,ale''...
I w takim momencie przypominają mi się moje słowa: ,,Już się nie zakocham. Nie dam sobie zrobić tej krzywdy, znowu''... Kółeczko się zamknęło...
A wątpliwości pozostały...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)