poniedziałek, 16 maja 2011

Nie wiem....

Od godziny siedzę nad klawiaturą i słowa w ogóle nie chcą układać się w jakiekolwiek sensowne zdania... No i co z tego,że potrafię usiąść i od ręki napisać opowiadanie, felieton, praktycznie wszystko co tylko chcę, kiedy nie jestem w stanie napisać kilkuzdaniowej notki na bloga...I gdzie tu sens i logika? No właśnie...ewidentnie ich tutaj brakuje...Czegoś jeszcze brakuje? Sama nie wiem... Takie to wszystko dziwne i śmieszne zarazem. Bo cóż trudnego jest w napisaniu notki na bloga? Teoretycznie nic,a praktycznie...ojjjj...sporo...

Patrzysz w przeszłość i myślisz,
że nic nowego już nie wymyślisz.
Wszystko straciłaś?
Niekoniecznie.
Może być jeszcze śmiesznie.
Spójrz w dzisiejsze czasy,
Na te wszystkie lasy
I pomyśl szybko o śmiechu
I o tym zabawnym uśmiechu.
W pustej przestrzeni swą przyszłość zobacz
I na nikogo się nie bacz!
Na koniec pomyśl skromnie
O sobie i...o mnie.

środa, 11 maja 2011

O wszystkim i o niczym...

Czy najłatwiej jest oszukiwać samych siebie czy może jednak innych?...

Skłamałabym,że nie ma już takich chwil, gdy wspomnienia wracają, gdy zastanawiam się czemu moje życie potoczyło się tak,a nie inaczej...
Gdybym nie podjęła decyzji o powrocie, to przecież teraz moje życie wyglądałoby całkiem inaczej. I to pod każdym jednym względem. Czy żałuję, że wróciłam?
Oj są momenty,że tak...i to nawet bardzo...ale wtedy myślę o tych wszystkim co mam tutaj i czuję się rozdarta...
Są momenty,że mam ochotę spakować się i...i uciec...Tak, w chwili obecnej byłabym to tylko i wyłącznie ucieczka...Ucieczka od problemów, od gorzkich słów,od bezsilności...
Co by mi to przyniosło?
Na to pytanie nie znam odpowiedzi...choć chciałabym i to nawet bardzo,ale z drugiej strony, co dobrego by mi to przyniosło?
Nie wiem...Tak samo jak nie wiem jaki miał być zamysł twórczy tej notki...Chyba jednak nie było koncepcji...Po prostu tak wiele myśli mi chodzi po głowie, o tylu sprawach chciałabym napisać, chciałabym je wyrzucić z siebie,ale nie wiem co jest ważne,a co ważniejsze...Za dużo tego..stanowczo za dużo...
Ale może krok po kroku...
Dzień po dniu...
Ale chwilowo to by było na tyle...

poniedziałek, 9 maja 2011

Without a particular reason...

-U still miss him?
-No.
-U still cry?
-No.
-U still belive?
-No.
-U still need him?
-No.
-Then why the hell u keep sittin' here?!
-Don't know...

So if the green colour signifies mind ,that would mean that the red colour signifies heart ?... Does this make any sense at all, well I hope it does. Even though if it's just a little bit...

niedziela, 8 maja 2011

Dziękuję

Wtedy gdy najbardziej boli, gdy potrzebujemy kogoś bliskiego, okazuje się kto tak naprawdę jest naszym przyjacielem, a kto przyjacielem, gdy czegoś od nas potrzebuje...

Siedząc dzisiaj w izbie przyjęć dokładnie dowiedziałam się na kogo mogę liczyć w każdej jednej sytuacji... Kto będzie mnie wspierał i wmawiał mi, że przecież tak naprawdę nie boli ;P

W takich chwilach jestem wdzięczna losowi, że ich mam i choćby się waliło i paliło, to i tak przyjadą by być ze mną, by wspierać mnie, nawet jeżeli oznacza to przyjazd z jednego końca miasta na drugi koniec.

I za to Wam dziękuję. Nie zmieniajcie się nigdy.

piątek, 6 maja 2011

Wystarczy chwila i wszystko wraca...

Zastanawialiście się kiedyś jak jeden, malusieńki szczególik może obrócić Wasze życie do góry nogami?
 Kiedy osoba o której już się dawno zapomniało nagle się odzywa?... Wszystko się tak nagle zmienia...Krótki mail, zaledwie parę słów...A jednak...podziałało...

I tak naprawdę nie wiem co dalej z tym... Przeszłość-rozdział zamknięty... ale...no właśnie kusi, kusi... Mam taką wielką ochotę GO zobaczyć,ale pojawia się to małe ,,ale''...


I w takim momencie przypominają mi się moje słowa: ,,Już się nie zakocham. Nie dam sobie zrobić tej krzywdy, znowu''... Kółeczko się zamknęło...

A wątpliwości pozostały...

czwartek, 5 maja 2011

The end...


***
-Panie doktorze, co z nią?
-Stan pani córki jest niestabilny, zrobiliśmy wszystko co byliśmy w stanie, teraz pozostaje nam tylko czekać.
-Ale, ale…
-Proszę nie płakać. Musi pani być dobrej myśli i przede wszystkim wierzyć, że córka z tego wyjdzie. Samochód jechał z dużą prędkością…
-Wiem…czy ja tu mogę przy niej posiedzieć?
-Oczywiście, może tu pani zostać tak długo jak pani chce, ale powinna pani również odpocząć.
-Dziękuję.
                                                           ***
-Dobry wieczór pani.
-Dob…Marek? Ty tutaj? Ale skąd wiedziałeś? Kto ci powiedział?
-Kamila.
-No tak, mogłam się domyślić.
-Mam nadzieję, że nie ma mi pani tego za złe?
-Nie, oczywiście,że nie. Za złe miałabym ci, gdybyś przyprowadził to Krzyśka. Bo wiesz o nim, prawda?
-Tak wiem i wiem, że to wszystko stało się przez niego.
-No właśnie…a on ją podobno tak kochał…to moja wina.
-Proszę tak nie mówić.
-Moja, to ja ją popchnęłam w jego ramiona.
-Chciała pani dla niej jak najlepiej.
-Nie.
-Jak to?
-Ja chciałam jak najlepiej dla siebie, kompletnie nie brałam pod uwagę jej uczuć, tylko swoje. Byłam egoistką.
-Nie może pani tak mówić.
-Ale ja ją unieszczęśliwiałam.
W tym momencie aparatura, do której była podłączona Konstancja zaczęła wydawać z siebie różne dziwne dźwięki. Od razu przybiegły pielęgniarki i lekarze. Wszystkich wyprosili z pokoju...
-I jak panie doktorze, co z nią?
-Próbowaliśmy wszystkiego,ale niestety…
-Nie, nie…
Dalsze słowa lekarza zostały zagłuszone przez płacz mamy Konstancji. Marek próbował ją pocieszyć, ale sam też nie wytrzymał i zaczął płakać…
-Powinnam była pozwolić na waszą miłość Marku.
-Wybaczy pani,ale chyba nie rozumiem.
-Marek…prawda jest taka, że…że…Konstancja kochała cię do końca swoich dni…
-I ja ją też…                                          

środa, 4 maja 2011

cd.


***

-Córeczko czemu Krzysiu już do nas nie przychodzi? Stało się coś? Pokłóciliście się?
-Nie mamuś, po prostu obydwoje mieliśmy teraz dużo spraw na głowie.
-Ale nadal się spotykacie?
-Tak, tak.
-Och, to dobrze.
-Nie rozumiem…
-No bo widzisz, po prostu chcę żebyś była szczęśliwa i uważam, że z nim jesteś. Ponadto jest dobry, miły, rozsądny,a do tego jeszcze przystojny. Nie to co inny.
-Chyba nie rozumiem...
-No bo widzisz, np. Marek był postrzelony, nigdy do końca nie wiedziałaś z czym wyskoczy.
-Przynajmniej nie było nudno.
-No,ale on do ciebie nie pasował, Krzysiek o wiele bardziej do ciebie pasuje. No i Marek wyjechał do Stanów.
-Wrócił…
-Naprawdę?
-Tak…
-I jak? Pisał do ciebie?
-Dzwonił…
-Ale ty już nic do niego nie czujesz, prawda?
-Nie mamuś…absolutnie nic..
Choć wiedziałam, że kłamię… oszukiwałam sama siebie, ale cóż innego mi pozostało. Przecież mama nigdy nie zaakceptowałaby Marka,a ja nie chce żeby mnie skreśliła. Gdybym miała wybierać pomiędzy nią, a Markiem, to wybrałabym mamę…choć me serce krwawi…ale wiedziałam już co muszę zrobić.
-Gdzie idziesz?
-Pójdę do Krzyśka, zrobię mu niespodziankę.
-Z pewnością się ucieczy.
Tak, niech choć jedno z nas będzie szczęśliwe. Z tą myślą poszłam do pokoju, przebrałam się w czerwoną sukienkę, którą Krzysiek tak lubi, umalowałam się, przeczesałam włosy, narzuciłam płaszcz i wyszłam.
Oj, nie wiedziałam, że jest tak ślisko, w nocy musiał złapać przymrozek.
Dobrze,że do Krzyśka nie mam daleko, choć kiedyś miałam bliżej, ale odkąd urodziła mu się siostra, Krzysiek z rodzicami przeprowadzili się do większego domu.
Jeszcze kilka kroków i będę. O, rodzice Krzyśka kupili nowy samochód, dziwne, Krzysiek nic nie wspominał.
Podeszłam do drzwi, nacisnęłam dzwonek, drzwi się otworzyły i moim oczom ukazała się...
-Magda?!
-Cześć Konstancja!
Nie mogłam wyksztusić słowa, otóż Magda była byłą dziewczyną Krzyśka, z którą zerwał na miesiąc przed tym jak zaczął się ze mną spotykać. A teraz ona stała w progu, ubrana w samą koszulkę, z ironicznym uśmiechem na twarzy.
-Madziu, skarbie, kto to?
I w tym momencie moim oczom ukazał się Krzysiek. Gdy mnie zobaczył, strach pojawił mu się na twarzy...
-Konst co ty tu robisz? Poczekaj, ja to wszystko jestem w stanie wytłumaczyć!
-Nie chcę cię znać!
Łzy zaczęły mi spływać po policzkach, nic nie widziałam, pamiętam jedynie, że wybiegłam na ulicę i…
-Konst uważaj!
                                                           ***

poniedziałek, 2 maja 2011

cd.


***
Minął szalony miesiąc przygotowań, pakowań, przepakowań… i pożegnanie.
Łzy spływały mi po policzkach niczym Wodospad Niagara.
-Konst nie płacz, proszę…
-Wiesz, że nie jestem w stanie nie płakać…Kocham cię tak bardzo i nie wyobrażam sobie życia bez ciebie..
-Konst ja...
,,Pan Marek Szwiński jest proszony do wejścia C’’
Nie dokończył, nie powiedział, że mnie kocha…nic nie powiedział, nawet marnego ,,Żegnaj’’, po prostu cmoknął mnie w policzek i pobiegł do samolotu.
Zostawił mnie całkiem samą...mała, samotną, zapłakaną dziewczynkę pośrodku wielkiego, szarego, zimnego warszawskiego Okęcia…

                                                           ***
Dzwonił przez jakieś trzy dni, potem jego telefony były coraz rzadsze, aż któregoś dnia w ogóle ustały. Tymczasem moje serce za nic nie chciało się  wyleczyć z miłości do niego, aż do…

Za oknem padał deszcz, moja rozpacz jak co dzień była ogromna, otaczał mnie smutek i łóżko było moim jedynym przyjacielem.
-Konst wyskocz do sklepu po majonez.
-A bez majonezu się nie da?
-A słyszałaś kiedyś o sałatce jarzynowej bez majonezu?
-To może to będzie taki nowy przepis twojego autorstwa?
-Nie kombinuj, na kolację przychodzi ciocia Alina z wujkiem Ryśkiem i muszę zrobić tą sałatkę.
-A nie możesz zrobić innej?
-Nie, wszystko już przygotowałam. Nie marudź tylko ruszę się i idź do sklepu, tylko zabierz parasolkę.
Parasolkę, a po co miałabym ją brać i tak wszystko jest bez znaczenia.
Nie chciało mi się nawet malować, narzuciłam na siebie rozciągnięte dresy, włosy związałam niedbale gumką i nawet nie pofatygowałam się, żeby użyć błyszczyka.
Szybko wybiegłam z domu i po dwóch minutach wpadłam do osiedlowego sklepu. Wpadłam…tak, to było dobre słowo.
-Oj, bardzo przepraszam. Spieszyłam się i…
I nie mogłam wydusić z siebie nic więcej, bowiem przede mną stał istny anioł w męskim wydaniu, od razu pożałowałam, że nie wyglądam jak człowiek.
-Nic nie szkodzi, to moja wina. Zagapiłem się na…na ten sos pomidorowy i stąd to całe zamieszanie.
Nieśmiale się do mnie uśmiechnął, odwzajemniłam uśmiech.
-Chyba nie jesteś z okolicy, nigdy wcześniej cię tu nie widziałam..
-Wprowadziłem się tu miesiąc temu. Mieszkam z rodzicami w tym białym domku z czerwoną dachówką.
-O, to jesteśmy sąsiadami.
-Naprawdę?
-Tak, ja mieszkam w tym domku z czarną dachówką i dużym, zielonym ogródkiem.
A tak w ogóle to nazywam się Konstancja.
-Oj, gapa ze mnie. Krzysiek jestem.
-Miło mi.
-Mnie bardziej.
Krzysiek miał coś w sobie co mnie urzekło. Był zupełnie inny niż Marek, taki…taki inny.
-Co o tym sądzisz?
-Oj przepraszam, nie dosłyszałam, mógłbyś powtórzyć.
-Pytałem, czy poszłabyś ze mną jutro do kina?
-Z chęcią.
-Wspaniale, to wpadnę po ciebie ok. 17, dobrze?
-Super.
-W takim razie do jutra.
-Pa.

Ze sklepu wyszłam z uśmiechem na twarzy. Nie mogłam uwierzyć, że jutro miałam randkę z aniołem.
Automatycznie weszłam do domu i…
-A gdzie masz majonez?
-Majonez? Jaki majonez?
-No przecież miałaś kupić do sałatki.
-Zapomniałam, przepraszam, już wychodzę do sklepu.
-Jak to wychodzisz, przecież dopiero wróciłaś ze sklepu?
-No tak, ale nie mam. Idę.
-Oj córuś, córuś, czy ty się nie zakochałaś?
-No wiesz co mamuś, ciekawe w kim...
Ale myślami byłam już w kinie…z Krzyśkiem...
                                                          
***

-Wszystkiego najlepszego z okazji rocznicy.
-Wszystkiego najlepszego Krzysiu. To już pół roku minęło.
-Nawet nie wiedziałem, że czas może tak szybko lecieć. To zadziwiające. Wiesz co Konst, nie wyobrażam sobie życia bez ciebie i…
,,Konstancja telefon!’’
-Już idę. Przepraszam cię skarbie na chwilę.

-Tak słucham?
-Halo? Konst, to ja, Marek…wróciłem...
W momencie gdy usłyszałam te słowa mój świat zawirował, łzy zaświeciły w oczach i już wiedziałam…nadal go kocham.
-Po co dzwonisz?                     
-Chciałem się z tobą spotkać. Może jutro w parku, na naszej ławce?
-Nie! I nie dzwoń do mnie więcej!
-Ale Konst…!
Nie dałam mu dokończyć, rozłączyłam się i pobiegałam do Krzyśka, bo przecież to jego…kocham? Wątpliwości się pojawiły...
-Przepraszam,ale musiałam ode…
-Konstancjo wyjdziesz za mnie?
O nie, nie spodziewałam się tego. Przecież…przecież…
-Konst kocham cię i nie wyobrażam sobie życia bez ciebie. I wiem, że ty mnie też kochasz.
-Krzysiu…ja…ja…ja nie wiem co powiedzieć…Jestem w szoku…
-Może chcesz to sobie przemyśleć?
-Tak…chyba tak…tak będzie lepiej. I myślę,że powinieneś już iść…
-Tak…dobrze…
I chciał mnie pocałować,a ja…ja odwróciłam głowę w inną stronę...    

                                                           ***

niedziela, 1 maja 2011

Wspomnienia-chyba twoje! Tęsknota-ale za czym?


-Przestań do mnie wydzwaniać! Nie rozumiesz, że z nami już koniec?
-Ale Konst ja cię kocham…
Konstancja nie wytrzymała, łzy zaczęły jej spływać po policzkach i jedyne co pozostało, to po prostu się rozłączyć. Nie chciała, żeby usłyszał jej płacz, wtedy wiedziałby, że nadal go kocha,a ona przecież tak bardzo broniła się przed tym uczuciem. Była z Markiem przez prawie pięć lat, planowali wspólną przyszłość, wszystko się dobrze układało, aż do tego feralnego dnia...
                                                           ***
-Konst wiesz jak bardzo cię kocham?
-Wiem i ja ciebie też. To są najszczęśliwsze i najpiękniejsze lata mojego życia.
-Mojego również skarbie,ale…
-Marek, co się stało?
-Wiesz, że zawsze interesowałem się piłką nożną…
-Kochanie to twoje zainteresowanie nazwałabym obsesją, z którą  nauczyłam się żyć.
-Jesteś słodka. Ale chciałem z tobą porozmawiać na temat mojej pracy.
-Myślałam, że praca dla naszego zespołu piłkarskiego jest spełnieniem twoich marzeń?
-Nooo tak…
-Więc w czym jest problem?
-Bo widzisz… szefostwo chce żebym wyjechał do Stanów, żeby tam zajmować się sprawami zespołu i reprezentować naszą drużynę…
-Na jak długo?
-No właśnie w tym tkwi problem…
-Jak długi problem?
-Konstancja tylko proszę cię nie denerwuj się...
-Marek na jak długo miałbyś tam polecieć?!
Łzy stanęły mi w oczach, podświadomie wiedziałam co usłyszę, ale miałam nadzieję, że z jego ust nie padną te słowa, które…
-Na zawsze…
złamałyby mi serce… I w tym momencie mój świat runął.
-Odmówiłeś, prawda?
To była moja ostatnia deska ratunku, choć domyślałam się odpowiedzi.
-Skarbie wiesz, że to jest ogromna szansa dla mnie… dla nas…
-Nie odmówiłeś?!
Przestałam tłumić łzy…
-Wiesz, że gdybym to zrobił to byłbym skreślony w firmie? To jest naprawdę duże wyróżnienie, moje zarobki wzrosną, będę mógł ci zapewnić lepsze życie.
-Szansa dla nas?! To jest szansa tylko i wyłącznie dla CIEBIE! Spełnienie tylko i wyłącznie TWOICH marzeń! Jak mogłeś to zrobić?!  Nie kochasz mnie!
-Kocham i to nad życie. Ja to wszystko robię dla nas.
-I jak to miałoby niby wyglądać? Związek na odległość?!
-Nie…miałem  nadzieję, że wyjedziesz ze mną…
Przez moment zawahałam się. Te jego oczy, te same, które zawróciły mi w głowie, te w których się zakochałam patrzyły na mnie z takim błaganiem…i już wiedziałam co muszę zrobić.
-Nie polecę z tobą Marek. Ja tu mam rodzinę, studia. Poza tym wiesz, że Stany mnie nigdy nie pociągały…ale ty jedź…to twoje marzenia i twoja szansa...
-Konstancja ja…ja nie wiem co powiedzieć…byłem przekonany, byłem pewien, że polecisz ze mną…przecież tak bardzo się kochamy…
-Kochamy…ale ja nie polecę, a rezygnacja dla ciebie byłaby równoznaczna ze zwolnieniem z pracy…może tak będzie lepiej…
Choć sama nie wierzyłam w to co mówię. Zgodziłam się żeby poleciał, choć wiedziałam, że szefostwo nie zwolniłoby go, wiedziałam, że tu też miał duże szanse na awans…ale pomimo tego nie zatrzymałam go…
-Konst obiecaj mi jedno…
-Tak?
-Obiecuj, że będziesz tu na mnie czekała.
-Obiecuję…
W głębi duszy wiedziałam, że koniec jest blisko. Kochałam go, nie zaprzeczę, ale związki na odległość nie utrzymują się długo.