-Przestań do mnie wydzwaniać! Nie rozumiesz, że z nami już koniec?
-Ale Konst ja cię kocham…
Konstancja nie wytrzymała, łzy zaczęły jej spływać po policzkach i jedyne co pozostało, to po prostu się rozłączyć. Nie chciała, żeby usłyszał jej płacz, wtedy wiedziałby, że nadal go kocha,a ona przecież tak bardzo broniła się przed tym uczuciem. Była z Markiem przez prawie pięć lat, planowali wspólną przyszłość, wszystko się dobrze układało, aż do tego feralnego dnia...
***
-Konst wiesz jak bardzo cię kocham?
-Wiem i ja ciebie też. To są najszczęśliwsze i najpiękniejsze lata mojego życia.
-Mojego również skarbie,ale…
-Marek, co się stało?
-Wiesz, że zawsze interesowałem się piłką nożną…
-Kochanie to twoje zainteresowanie nazwałabym obsesją, z którą nauczyłam się żyć.
-Jesteś słodka. Ale chciałem z tobą porozmawiać na temat mojej pracy.
-Myślałam, że praca dla naszego zespołu piłkarskiego jest spełnieniem twoich marzeń?
-Nooo tak…
-Więc w czym jest problem?
-Bo widzisz… szefostwo chce żebym wyjechał do Stanów, żeby tam zajmować się sprawami zespołu i reprezentować naszą drużynę…
-Na jak długo?
-No właśnie w tym tkwi problem…
-Jak długi problem?
-Konstancja tylko proszę cię nie denerwuj się...
-Marek na jak długo miałbyś tam polecieć?!
Łzy stanęły mi w oczach, podświadomie wiedziałam co usłyszę, ale miałam nadzieję, że z jego ust nie padną te słowa, które…
-Na zawsze…
złamałyby mi serce… I w tym momencie mój świat runął.
-Odmówiłeś, prawda?
To była moja ostatnia deska ratunku, choć domyślałam się odpowiedzi.
-Skarbie wiesz, że to jest ogromna szansa dla mnie… dla nas…
-Nie odmówiłeś?!
Przestałam tłumić łzy…
-Wiesz, że gdybym to zrobił to byłbym skreślony w firmie? To jest naprawdę duże wyróżnienie, moje zarobki wzrosną, będę mógł ci zapewnić lepsze życie.
-Szansa dla nas?! To jest szansa tylko i wyłącznie dla CIEBIE! Spełnienie tylko i wyłącznie TWOICH marzeń! Jak mogłeś to zrobić?! Nie kochasz mnie!
-Kocham i to nad życie. Ja to wszystko robię dla nas.
-I jak to miałoby niby wyglądać? Związek na odległość?!
-Nie…miałem nadzieję, że wyjedziesz ze mną…
Przez moment zawahałam się. Te jego oczy, te same, które zawróciły mi w głowie, te w których się zakochałam patrzyły na mnie z takim błaganiem…i już wiedziałam co muszę zrobić.
-Nie polecę z tobą Marek. Ja tu mam rodzinę, studia. Poza tym wiesz, że Stany mnie nigdy nie pociągały…ale ty jedź…to twoje marzenia i twoja szansa...
-Konstancja ja…ja nie wiem co powiedzieć…byłem przekonany, byłem pewien, że polecisz ze mną…przecież tak bardzo się kochamy…
-Kochamy…ale ja nie polecę, a rezygnacja dla ciebie byłaby równoznaczna ze zwolnieniem z pracy…może tak będzie lepiej…
Choć sama nie wierzyłam w to co mówię. Zgodziłam się żeby poleciał, choć wiedziałam, że szefostwo nie zwolniłoby go, wiedziałam, że tu też miał duże szanse na awans…ale pomimo tego nie zatrzymałam go…
-Konst obiecaj mi jedno…
-Tak?
-Obiecuj, że będziesz tu na mnie czekała.
-Obiecuję…
W głębi duszy wiedziałam, że koniec jest blisko. Kochałam go, nie zaprzeczę, ale związki na odległość nie utrzymują się długo.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz