poniedziałek, 2 maja 2011

cd.


***
Minął szalony miesiąc przygotowań, pakowań, przepakowań… i pożegnanie.
Łzy spływały mi po policzkach niczym Wodospad Niagara.
-Konst nie płacz, proszę…
-Wiesz, że nie jestem w stanie nie płakać…Kocham cię tak bardzo i nie wyobrażam sobie życia bez ciebie..
-Konst ja...
,,Pan Marek Szwiński jest proszony do wejścia C’’
Nie dokończył, nie powiedział, że mnie kocha…nic nie powiedział, nawet marnego ,,Żegnaj’’, po prostu cmoknął mnie w policzek i pobiegł do samolotu.
Zostawił mnie całkiem samą...mała, samotną, zapłakaną dziewczynkę pośrodku wielkiego, szarego, zimnego warszawskiego Okęcia…

                                                           ***
Dzwonił przez jakieś trzy dni, potem jego telefony były coraz rzadsze, aż któregoś dnia w ogóle ustały. Tymczasem moje serce za nic nie chciało się  wyleczyć z miłości do niego, aż do…

Za oknem padał deszcz, moja rozpacz jak co dzień była ogromna, otaczał mnie smutek i łóżko było moim jedynym przyjacielem.
-Konst wyskocz do sklepu po majonez.
-A bez majonezu się nie da?
-A słyszałaś kiedyś o sałatce jarzynowej bez majonezu?
-To może to będzie taki nowy przepis twojego autorstwa?
-Nie kombinuj, na kolację przychodzi ciocia Alina z wujkiem Ryśkiem i muszę zrobić tą sałatkę.
-A nie możesz zrobić innej?
-Nie, wszystko już przygotowałam. Nie marudź tylko ruszę się i idź do sklepu, tylko zabierz parasolkę.
Parasolkę, a po co miałabym ją brać i tak wszystko jest bez znaczenia.
Nie chciało mi się nawet malować, narzuciłam na siebie rozciągnięte dresy, włosy związałam niedbale gumką i nawet nie pofatygowałam się, żeby użyć błyszczyka.
Szybko wybiegłam z domu i po dwóch minutach wpadłam do osiedlowego sklepu. Wpadłam…tak, to było dobre słowo.
-Oj, bardzo przepraszam. Spieszyłam się i…
I nie mogłam wydusić z siebie nic więcej, bowiem przede mną stał istny anioł w męskim wydaniu, od razu pożałowałam, że nie wyglądam jak człowiek.
-Nic nie szkodzi, to moja wina. Zagapiłem się na…na ten sos pomidorowy i stąd to całe zamieszanie.
Nieśmiale się do mnie uśmiechnął, odwzajemniłam uśmiech.
-Chyba nie jesteś z okolicy, nigdy wcześniej cię tu nie widziałam..
-Wprowadziłem się tu miesiąc temu. Mieszkam z rodzicami w tym białym domku z czerwoną dachówką.
-O, to jesteśmy sąsiadami.
-Naprawdę?
-Tak, ja mieszkam w tym domku z czarną dachówką i dużym, zielonym ogródkiem.
A tak w ogóle to nazywam się Konstancja.
-Oj, gapa ze mnie. Krzysiek jestem.
-Miło mi.
-Mnie bardziej.
Krzysiek miał coś w sobie co mnie urzekło. Był zupełnie inny niż Marek, taki…taki inny.
-Co o tym sądzisz?
-Oj przepraszam, nie dosłyszałam, mógłbyś powtórzyć.
-Pytałem, czy poszłabyś ze mną jutro do kina?
-Z chęcią.
-Wspaniale, to wpadnę po ciebie ok. 17, dobrze?
-Super.
-W takim razie do jutra.
-Pa.

Ze sklepu wyszłam z uśmiechem na twarzy. Nie mogłam uwierzyć, że jutro miałam randkę z aniołem.
Automatycznie weszłam do domu i…
-A gdzie masz majonez?
-Majonez? Jaki majonez?
-No przecież miałaś kupić do sałatki.
-Zapomniałam, przepraszam, już wychodzę do sklepu.
-Jak to wychodzisz, przecież dopiero wróciłaś ze sklepu?
-No tak, ale nie mam. Idę.
-Oj córuś, córuś, czy ty się nie zakochałaś?
-No wiesz co mamuś, ciekawe w kim...
Ale myślami byłam już w kinie…z Krzyśkiem...
                                                          
***

-Wszystkiego najlepszego z okazji rocznicy.
-Wszystkiego najlepszego Krzysiu. To już pół roku minęło.
-Nawet nie wiedziałem, że czas może tak szybko lecieć. To zadziwiające. Wiesz co Konst, nie wyobrażam sobie życia bez ciebie i…
,,Konstancja telefon!’’
-Już idę. Przepraszam cię skarbie na chwilę.

-Tak słucham?
-Halo? Konst, to ja, Marek…wróciłem...
W momencie gdy usłyszałam te słowa mój świat zawirował, łzy zaświeciły w oczach i już wiedziałam…nadal go kocham.
-Po co dzwonisz?                     
-Chciałem się z tobą spotkać. Może jutro w parku, na naszej ławce?
-Nie! I nie dzwoń do mnie więcej!
-Ale Konst…!
Nie dałam mu dokończyć, rozłączyłam się i pobiegałam do Krzyśka, bo przecież to jego…kocham? Wątpliwości się pojawiły...
-Przepraszam,ale musiałam ode…
-Konstancjo wyjdziesz za mnie?
O nie, nie spodziewałam się tego. Przecież…przecież…
-Konst kocham cię i nie wyobrażam sobie życia bez ciebie. I wiem, że ty mnie też kochasz.
-Krzysiu…ja…ja…ja nie wiem co powiedzieć…Jestem w szoku…
-Może chcesz to sobie przemyśleć?
-Tak…chyba tak…tak będzie lepiej. I myślę,że powinieneś już iść…
-Tak…dobrze…
I chciał mnie pocałować,a ja…ja odwróciłam głowę w inną stronę...    

                                                           ***

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz